recenzja

Krzysztof Czyżewski - Poezja okruchów

"Tamto", Pogranicze, 2015, Sejny

ISBN 978-83-61388-74-6

Krzysztof Czyżewski

POEZJA OKRUCHÓW

„Tamto” Joanny Osewskiej otwierają pitoki i inne gry podwórkowe. Zabawy w teatr z okresu dzieciństwa zamieniają się w role odgrywane w dorosłym życiu. Potem jest czas zdobywania świata, dalekich podróży, kolejnych etapów w karierze. A już za chwilę, dosłownie z wiersza na wiersz, opieka nad ojcem i matką na progu śmierci, na których patrzymy jak na przyszłych siebie. Okruchy życia. Nieustanne „nie to, lecz tamto…”

Tradycja każe nam uszanować okruchy. Moja babcia, a za nią moja mama powtarzały mi, że powinienem zjeść, posprzątać po sobie, pamiętać… do ostatniego okruszka. Ten, kto tego nie uczyni „ma przykarane”. Dziecku, które nie chce już więcej jeść swojego posiłku i przy stole tęskni za podwórkiem i zabawą mówimy, że żaden okruch nie powinien się zmarnować. Można by powiedzieć, że dzisiaj taka formuła to już tylko pusty rytuał, bo to głód uczył człowieka szacunku dla każdej kruszyny chleba. Rozumiemy jednak, że nie o napełnienie żołądka tutaj chodzi, lecz o naszą obecność w świecie. Okruch to pochylenie się, siła małego, zatrzymanie, uwaga, ziarno pamiętania, widzenie niewidzialnego. Okruch to poezja.

Joanna Osewska pisze poezję okruchów. Okruchami są szepty: Dwie pieczęci zdejmuję z uszu, / by we śnie usłyszeć szepty. Okruchami są runy: Dwie pieczęci zdejmuję z oczu / by odczytać runy… Poniewieramy okruchy, kiedy zawłada nami miłość, która nie kocha. Nasze zmysły, całe nasze postrzeganie świata zapieczętowane jest ogólnością, pośpiechem, nieuwagą. Okruch boli w świecie, w którym ból już nie boli. Okruch nie pozwala zniewadze być tą, która nie znieważa. Okruch, prosty i odkrywający oczywistość, jest konkretem przywracającym człowiekowi godność. Wydziedziczonych i bezprizornych zakorzenia w miejscu, w międzyludzkim, w rozmowie z głosem wewnętrznym.

Miejsce na mapie Joanny Osewskiej to Augustów – jezioro Necko, droga z Lipowca do Sajenka, obroty pomiędzy mostem nad Nettą i Cichą Rzeczką, z wypadami w mikrokosmos sejneńsko-krasnogrudzki, otulinę wigierską i inne uroczyska Suwalszczyzny. W tym miejscu przyszła na świat i z każdym rokiem głębiej w nie wrasta, łącząc pisanie wierszy w domowym zaciszu ze słowem-działaniem w przestrzeni publicznej małej ojczyzny. Jednak mapa, którą rozwija na stole swojej pracowni obejmuje więcej niż granice rodzinnego powiatu – to carta mundi, na której Augustów leży pomiędzy Nowym Jorkiem a Australią i zamienia się w port dla transkontynentalnych podróży. Spływ Kanałem Augustowskim rozwija się w trajektorię wędrówki przez pustynne piaski Syrii i Libanu. Wydawałoby się, że pasja globtroterska spowoduje oderwanie się spojrzenia poetki od lokalnej drobnicy wszystkich naszych dziennych spraw i zatopi je w ogromie metropolii i innych przepastnych przestrzeni. Tymczasem dzieje się coś wręcz przeciwnego. Pierwsza wystawa jej fotografii podróżnych, otwarta w 2003 roku w Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach nosi tytuł „Okruchy”. Podobnie jej pierwszy album fotograficzny. Również w wierszach skrywających ślady dalekich wędrówek daje się wyczuć narastającą potrzebę odnalezienia rzeczy drobnych, oparcia się na szczególe, ukojenia dramatu jednostki wrzuconej w bezgraniczną, płynną przestrzeń przez esencję konkretu i bliskości. W Sienie notuje: ćwiczę pamięć dłoni. Dostrzegam detale. Nowojorski underground oswaja nakazem: wchłaniać każdy szczegół i odcień szarości. Ogrom, zamiast modernistycznego wydziedziczenia, niesie ze sobą spotęgowanie uwagi, która przywraca godność okruchom sponiewieranym przez Wielką Liczbę, Historię i nie pamiętanie. Słowo Osewskiej słyszy wezwanie Czesława Miłosza zapisane na ruinach ludzkiej katastrofy i staje się ocalające.

Poezja okruchów rodzi się ze szczególnego sposobu bycia w świecie. Dla Joanny Osewskiej właśnie to bycie zdaje się być najważniejsze. Ważniejsze od samego tworzenia poezji. Jej wiersze powstają niejako przy okazji wędrowania i doświadczania życia, na marginesie odkrywania pisma natury, pożegnania z rodzicami, rozmowy z przyjaciółmi, poznawania siebie. Zapewne wielu poetów by się pod tym podpisało, choć nie wszyscy byliby w tym szczerzy. Bywa, że tworzenie poezji staje się najważniejsze i wtedy pojawia się konieczność dążenia do doskonałości, która zawłada życiem. W pracowni wiersza Osewskiej to życie włada. Przestrzeń marginesu, w której biegnie jej ścieżka tworzenia daje jej szczególny rodzaj wolności, przyzwalający na niedoskonałość i na to coś trudno uchwytnego, co nazwałbym okruchem spontaniczności, sprawiającym, że na moment staje się poezja, niewidzialne staje się widzialnym.

Jakie jest to bycie Joanny Osewskiej w świecie? Zmierza – by przywołać tytuł jej pierwszego tomu poezji – „W stronę ciszy”. Pisanie, podobnie jak podróżowanie, jest dla niej formą medytacji: milczę, by pojąć… Jednocześnie jej duchowość jest bardzo cielesna, aż wilgotna od zmysłowości. Każda stopa na łące odznacza świat / rzeczy małych – pisała w tomie „do czasu przyszłego”. Napisany po latach wiersz „W Budzie Ruskiej nad Czarną Hańczą” pozostawia nam nowy ślad, z którego odczytujemy jak być by iść do świata rzeczy małych:

Ona szła boso.

Krok za krokiem chłód wilgoci nasączał pamięć skóry,

a coraz szersze rozświetlenie rzeki – pamięć oczu.

Chciałoby się powiedzieć, że jej zmysłowe ciało w połączeniu z duszą pełną uwagi tworzą tak gęste sito, że żaden okruch dnia ani nocy przez nie nie przeleci. Wiersz niekoniecznie musi sobie z całym tym wyłowionym z rzeczywistości bogactwem poradzić. Czytając jej poezję, mam czasami odczucie, że nie wszystko z jej podróżnego bagażu napełnionego intensywnym doświadczaniem świata i ludzi wychodzi na światło dzienne wiersza. I nie jest to tylko kwestia zdolności przełożenia wewnętrznych doznań na słowo poetyckie. Człowiek, któremu wiersz nie wypróżni całkowicie zawartości podróżnego bagażu żyje inaczej, ma zawsze coś w zanadrzu, dla innych, dla życia. W tym także skrywa się cząstka odpowiedzi na pytanie o bycie w świecie autorki tomu „Tamto”.

Okruchy łatwo jest przeoczyć, zwłaszcza w pędzie nieuwagi, w którym zanurzają nas konieczności życiowe, nie wspominając już o „konieczności historycznej”. Pomyślne jest zatrzymanie. Nie powinniśmy jednak zapominać, że jest ono częścią ruchu i że nie zniewala dążenia. Podobnie jak cisza jest częścią muzyki, a milczenie nie zniewala słowa. Poezja okruchów pochyla się nad małym, budzi pamięć pominiętego i właśnie dzięki temu pozwala iść dalej i głębiej, wykroczyć poza obręb powszedniości i wniknąć tam, gdzie główny nurt nie sięga. Dlatego „Tamto”. Okruchy Joanny Osewskiej, jej pamięć skóry i oczu prowadzą do świata, gdzie dosiężne staje się „tamto”. Gdy w mowie potocznej mówimy „nie to, lecz tamto”, staramy się zwrócić uwagę na coś, czego nie ma na pierwszym planie, co jest ukryte, z boku, w głębi, gdzie indziej. To jest punkt wyjścia, z którego poetka podąża dalej, by w wierszu „Droga powrotna” zapowiedzieć: Dziś tamto, jak drwa pamięci zajęte ogniem. Okruch do okruszka, krok po kroku, w prawdzie rzeczy małych docieramy do „tamtego”, sprawiając, że staje się jak ogień dojmujące do żywego.

„Tamto” skrywa się u Źródła Pamięci, przez starożytnych nazywanego Mnemozyne. Odsyła nas do niego motto z Cypriana Kamila Norwida do wiersza „Sen o zapomnianym miasteczku”: Kto ze źródła pije, musi uklęknąć i pochylić czoła. Powracamy do tej samej tradycji, która każe nam uszanować okruchy. Pochylenie się dosięga ziarna pamiętania i prowadzi nas w przestrzeń „tamtego”. Co się wtedy dzieje? Spadają maski z naszych twarzy. Przy źródle płonął stos porzuconych masek / tych, którzy z niego czerpali… Odkrywamy, że jesteśmy tylko połową siebie, że ta druga jest zagubiona, i że szukać jej powinniśmy w twarzy Innego/Innej. Ostatecznie więc „tamto” jest w nas, zagubione i zapomniane. Nasze bycie w świecie „do ostatniego okruszka” nie jest niczym innym, jak próbą dotarcia do pełni siebie samych, współistniejących z „tamtym” i rozumiejących pismo natury. Poezja może być w tym użyteczna.

 
wstecz   dalej »