W świecie rzeczy małych

 

  Marek Czuku: W świecie rzeczy małych.

 

  rec. albumu fotograficznego pt. "okruchy", Dom pod brzozą, Augustów, 2011

  W: TOPOS, Sopot, nr 5 (126), s. 184 – 185

 

W świecie rzeczy małych

Janina Osewska to kobieta niezwykła, wszechstronna, mająca wiele życiowych pasji. Z wykształcenia matematyczka oraz informatyczka, pracuje jako dyrektorka szkoły w Augustowie. Poza tym pisze wiersze, reportaże, fotografuje, podróżuje po całym świecie, bierze udział w kajakowych spływach, animuje życie kulturalne. Była też wielokrotnie nagradzana za wybitne osiągnięcia w pracy dydaktycznej i wychowawczej oraz za zasługi wniesione w rozwój kajakarstwa. Jest autorką dwóch tomików wierszy, ostatnio zaś wydała album poetycko-fotograficzny Okruchy.

Fotografie Osewskiej, podobnie jak jej wiersze z wydanego kilka lat temu tomu Do czasu przyszłego, starają się uchwycić piękno mijających chwil, przejawiające się w bogactwie i różnorodności świata przyrody, przekraczając tym samym – jak napisała poetka w wierszu sen biebrzański – granice snu. Album jest zorganizowany przez dwa wiersze – początkowy świat pod stopą oraz końcowy poranek, które stanowią niejako spinającą klamrę dla zdjęć zgromadzonych wokół niektórych fraz z tego pierwszego utworu, które dały tytuły poszczególnym grupom fotogramów.

„Każda stopa na łące odznacza świat/ rzeczy małych” – pisze poetka i dalej dodaje: „moja sekunda jest tutaj godziną – godzina dniem –/ dzień porą roku a pora roku – całym życiem”. Rzeczywiście, ten specyficzny kontemplacyjny minimalizm jako postawa życiowa prowadzi wprost do czerpania szczęścia i radości z rzeczy małych („małe jest piękne”), cieszenia się życiem i tym, co się ma. Może on również zmienić podejście do problemu upływu czasu, jako że istotna dla nas jest jedynie obecna chwila, tego bowiem, co ma przyjść, jeszcze nie ma, a to, co już było, odeszło na zawsze. Odeszło, ale pozostawiło ślad w naszej pamięci, w sercu, na zdjęciu.

Feeria nazw, w których jest ukryta czysta poezja i tajemnica. Puszcza Augustowska, Biebrzański Park Narodowy, Suwalski Park Krajobrazowy. Rezerwaty: „Stara Ruda”, „Perkuć”, „Tobolinka”. Okolice Augustowa, Smolany, Sejwy, Krucieniszki, Puńsk, Sajenek, Maćkowa Ruda, Mikaszówka, Chodorki, Suchowola, Janów, Rudawka, Sucha Rzeczka, Płaska, Studzieniczna, Turtul, Gabowe Grądy, Osowiec. Jeziora: Sajno, Białe, Necko, Krzywe, Sajenek, Studzieniczne, Paniewo oraz stawy: Sajenek, Mikaszówek. Rzeki: Netta, Czarna Hańcza, Rudawka, Rospuda. Park w Krasnogrudzie, puszcza na Litwie, ogród w Augustowie, łąka, droga, miasto. Niebo. Pory dnia, roku. Przed wschodem słońca, rano, przed zachodem słońca. Deszcz, pierwsze przymrozki, śnieg. Kolory, odcienie, światła, cienie. Faktura powierzchni, ślady wędrowca, kamienie. Czas.

Tego się nie da opisać. To trzeba koniecznie zobaczyć.

„Jak wschody i zachody słońca różne”: Żółtawy listek na ocienionej ziemi, gdzieniegdzie kamyczki, prześwity. Cieniutkie trawy rzucają cienie jak nitki. Ośnieżone pole jak kasza manna. Ślady stóp (zwierzęce?) odbite w śniegu. Niebieskawe kamienie na brzegu żółtawo-złotawo połyskującej, pofalowanej rzeki. Jezioro jak pustynia. Kolory nie do określenia – jakieś odcienie bieli, błękitu, żółcieni. Bagno i błoto jak wysypka. Taniec piany i lodu. Zielono-niebieskie niby-komórki, niby-bąble w ogrodzie. I powierzchnia jeziora układająca się w coś na kształt męskiego torsu. Spękane błoto na strudzonej drodze i barwna gmatwanina linii oraz odcieni na wodzie.

„Sekunda jest tutaj godziną”: To już czysty impresjonizm natury. Koła na pofalowanej powierzchni jeziora przechodzą w pasma barw – rozmaite odcienie błękitu obok złotawo-zgniło-zielonych. Różowo-czerwone zawiązki kwiatów na suchych badylach, odbite w wodzie pnie drzew i jakiś biały puch na powierzchni (przypomina to kawałki śniegu). Ciemne niebo skojarzone z jasnobłękitną wodą, coś unosi się do góry – paruje mgła. Potem krople na szybie – duże i małe tworzące różne figury geometryczne, o surowych, czystych barwach. Jakby prosto z awangardowych obrazów, dzieł surrealistów. Fale tworzą schody lub niecki, migoczą kropelki światełek. Kolory, kolory, kolory... A na koniec czarne zygzaki na stawie, jak ślady szusującego narciarza.

„Do oceanu kałuży”: Zdecydowana kreska rozcina jezioro na pół, kręte drogi jak na pustyni i koraliki śladów na pokrytej śniegiem wodzie. Powierzchnia akwenu jak pomarszczona skóra, on żyje, oddycha i myśli... I mgławica piórek w ciemnym kosmosie wody.

„Las jest pełen tajemnic i magii”: Sepia pogmatwanych gałęzi, korzeni, klinowate paski kory, po której widać, że ma już swoje lata. Drzewa, gałęzie wpisane w tło jeziora, poświata, błyski. I zielonkawe fraktale mchu, otwarte oczy i usta drzew, rozgałęzione patyczki wskazujące strony świata.

„Na łodyżce kruchej jak opłatek”: Fioletowe i zielone, zwijające się z zimna listki. I te już zżółknięte i podziurawione przez (krótki przecież) czas, i te żywo-zielone z radości młodości. Symbioza z owadami, czarne (kropki) na czerwonej (biedronce) na zielonym (listku). Unosi się puch, wszystko żyje i się rozwija, rośliny mają nawet swoje fryzury. Zielone i suche trawy, a potem białe kulki śnieguliczki.

„Pod koronkami liści”: Na drobnym żwirku uschnięty liść paproci, jakby odciśnięty w skamielinie. Zbliżenie kropli na liściu jak spod mikroskopu. Niesamowite skojarzenie intensywnej czerwieni liścia z szarościami podłoża, konfrontacje kształtów, wielkości, barw, odcieni. I jasnobrązowy listek na czarnej korze. Przyroda tworzy cuda.

„Do wyśnionego lądu”: Na odartym z kory pniu krzyż z rozpiętym Chrystusem, czarne niebo z jasną kulą księżyca, gwiazda odciśnięta na ściętym, pokrytym słojami pniu, rozmrówczone towarzystwo na leśnej ściółce (mrówki na kawałku papieru wyglądają jak uciekające nie wiadomo gdzie litery albo nuty).

„Dzień jest porą roku”: Zygzak jakiegoś węża na liściach pływających po stawie, ostro niebieskawy ślimak na żwirku w tysiącu odcieniach szarości, symetria domu pszczół i odciśnięty ciąg spirali (śladów węża?) wzdłuż drogi (jeziora?). Zachwycająca konfrontacja ciała kamienia z fakturą piaszczystego podłoża – on zwarty, kamienny, ono sypkie, on wyraziście barwny (czerwonawo-pomarańczowy), ono szarawe w wielu odcieniach. I jego wydłużony cień jak czapka krasnala.

Janina Osewska wyznaje w ostatnim w albumie wierszu: „jak dobrze nie być ślepcem/ i wciąż patrzeć ze zdziwieniem”, i dalej: „milczę (...)/ by pojąć ten taniec”. To duży dar zachwycać się światem, medytować i smakować chwile. A więc także uprawiać Sztukę przez duże S. To duży dar dostrzegać piękno i jednocześnie umieć je wyrazić w słowach bądź obrazach.

Marek Czuku

Janina Osewska, Okruchy. Fotografie, Dom pod Brzozą, Augustów 2011.

 

 
wstecz   dalej »