Wojciech Kass: Dotknięcie wierszami i ciszą.

 

Wojciech Kass: Dotknięcie wierszami i ciszą.

Rec. tomu: W stronę ciszy, Tikkun, Warszawa, 2003

W: Jaćwież, nr 22, Suwałki, 2003

ISSN 1505-277X

 

 

DOTKNIĘCIE WIERSZAMI I CISZĄ

 

Zbiór wierszy „W stronę ciszy” jest późnym debiutem Janiny Osewskiej, która pisze wiersze dopiero od kilku lat. Poznawaliśmy je stopniowo na gołdapskich Jesiennych Dniach Literatury, a następnie na łamach „Głosu Nauczycielskiego”, „Jaćwieży”, „Ocalenia przez Poezję”. Tomik ukazał się nakładem Fundacji Literackiej „Tikkun” w Warszawie, staraniem której wydano dotychczas ponad dwadzieścia książek, w tym zbiory wierszy Stanisława Stabry, Artura Międzyrzeckiego, Anny Kamieńskiej, Jacka Podsiadło a nawet Reinara Marii Rilkego.

Wiersz skierowany do Wisławy Szymborskiej Chcę pani powiedzieć kończy się takim oto mądrym dwuwierszem:

 

to kobieta dotknięta poezją

jest smolną drzazgą

 

Poczuć dotyk poezji, to jedno z najistotniejszych doświadczeń metafizycznych. Wszak dotyk ten pochodzi nie z tego świata. Poeta Krzysztof Kuczkowski powiedział: „ Na własne potrzeby wiersz dzielę na ciało i duszę. To co w nim cielesne, dane jest przed doczesność, ale dusza wiersza pojawia się rzadko i nie należy do granic tego świata”. Nie należy, ale kiedy objawi się, choćby otrze, choćby lekko muśnie, to jest to najwspanialszy dar dla poety – dar ekstatycznej radości. W tym samym wierszu, do noblistki J.Osewska wyznaje:

 

chcę pani powiedzieć

że zaprzedałam duszę

za Buffo Nienawiść, Koniec i początek

Kota w pustym mieszkaniu

i dwieście innych wierszy (...)

 

W ten sposób daje wyraz innemu dotknięciu, dotknięciu przez Szymborską; naznaczeniu przez różdżkę Mistrzyni. Z jednej więc strony model poezji, za którą debiutantka „zaprzedała duszę”, z drugiej strony – jej nieśmiała, malutka, skromna ars poetica w wierszu Myśl:

 

ledwie moja

a już przepycha się łokciami na papier

egoistka

wyrywa z sennej wędrówki (...)

rozsiada się i dba o swoje

prosi o kontekst i paletę barw

bawi się klockami słów

 

jakby była dzieckiem

 

Janina Osewska sięgnęła w nim także po autoironię, oręż, z którego słynie autorka Yeti. Zdaje sobie sprawę, że posłużyła się konwencją „pokoju dziecinnych zabaw” dla wyrażenia, dostępnymi sobie środkami artystycznymi, procesu twórczego – owych żmudnych prób wykuwania własnego, choćby najdrobniejszego śladu w wielkim dziedzictwie poezji. Postawa Szymborskiej i jako poetki i jako kobiety jest ważnym punktem odniesienia dla debiutantki, która w swojej książce poszukuje własnej ciszy - idealnego stanu poezji i zarazem idealnego punktu szczęścia, w którym spełnia się człowiek. W wierszu Do ciszy, prawdziwie pięknej ozdobie tomiku, pisze:

 

(...) ile przeszkód stoi na drodze ku tobie

ile spraw

ile bytów bierze górę

ciszo

 

ilu nasyceń porankiem i lotem sokoła

ilu przytuleń do dębu

potrzeba

byś się narodziła?

 

Niemniej istotnym odniesieniem jest natura, a raczej jedna z jej wielu, wciąż przemieniających się form, czyli krajobraz, ten bliski, dany w chwili, gdy otworzymy okno swojego domu. Żeby jednak w pełni dostrzec ten horyzont, gdzie rozpościera się jezioro, na nim łódź, wędkarz; nad nim wielbłądy obłoków, loty ptaków; przed nim droga, potem ścieżka, kamienie, drzewa, trzcina – należy wyciszyć w sobie „przeszkody”, „sprawy”, błahe „byty”. Tytuł książki W stronę ciszy znaczy podróż – ku własnym, wewnętrznym krajobrazom, jak i ku tym zewnętrznym objawiającym się różnymi porami roku, o poranku i zmierzchu, za dnia i w nocy. Podróże te wchodzą ze sobą w rozmaite interakcje, przecinają się i bardziej są ślimacznicami niż równolegle biegnącymi, niemającymi z sobą żadnego punktu styku – autostradami. Tam, gdzie nastąpi pojednanie podróży zewnętrznej i wewnętrznej, tam ujawnia się cisza. Pełnia i Jednia.

Dla Janiny Osewskiej krajobraz to tajemnica, której strzegą pionowe i poziome kurtyny. Tylko wyciszenie i biorąca się z niego uważność mają moc wniknięcia pod te parawany. Krajobraz to nieskończona liczba garderób, zdaje się mówić poetka, trzeba je ściągnąć lub przeniknąć. Stąd obrazowanie:

 

niebo przyodziało szary prochowiec

(***niebo)

rozsunęły się zasłony nieba

w niedzielny poranek

(konteksty ostrobramskie)

 

świt rozpina poły dnia

powoli z namaszczeniem

(świt)

 

jezioro po mroźnej nocy

pęka w szwach

jak ciasny garnitur

(***zimą na letnisku)

 

Pisałem o podróży w głąb siebie, o odkrywaniu krajobrazów wewnętrznych. Nie one jednak są ambicją poetki zamieszkałej w Augustowie. Póki co, na etapie debiutanckiej książki, zapuszcza ona swoją poetycką sondę w krajobraz zewnętrzny. Jej temperament wyrywa się ku ikonom świata i doznaje ulgi wówczas, gdy przechwyci z nich źdźbło, kamyk, korzeń, trop zwierzyny, przydrożny krzyż. Wychylanie się ku nim, czułość wobec nich, sytuuje ją wśród rodziny poetów „metafizycznego drobiazgu”. Buty są tym przedmiotem, które unaoczniają jej bolesną prawdę o przemijalności ludzkiego życia, heraklitejską rzekę, przesłanie Eklezjasty. Buty, nad którym staje jak rażona piorunem, które nagle, z pośród wszystkich rzeczy świata oświetla podniebna błyskawica – błyskawica poznania:

 

dziesiątkami jesiennych wieczorów

stwierdzam ze zdziwieniem

że buty syna są coraz większe

 

życie

poczekaj

(***dziesiątkami jesiennych wieczorów)

 

(...) a buty jak stemple

odciskały ślady –

dowody mojego bytu

ważne aż spadnie deszcz

i przyjdą inni

 

potem zaginie ostatni trop

(spacer wczesna wiosną)

 

(...)czasem idzie

nie odrywając nóg od ziemi

szur szur przeklinają czas

zdarte zelówki

życia

(stara kobieta)

 

Poetka przywołuje dzieciństwo, w którym z „wolności rodzi się radość”, ale starość częściej, aż w siedmiu wierszach. Obserwując ojca mającego zamiast nóg „dwa worki cementu” i za wszelką cenę „chce pozostać sobą”, starą kobietę z różą „karłowatą jak stare drzewo”, siwą staruszkę, która „ z trudem wyszła z kąpieli”, kobietę na mszy nie pamiętającej dzisiaj „czy syn jest przy niej” – autorka W stronę ciszy projektuje własne lęki i obawy jakby z zakamarków bytu szczerzył ku niej swą bezzębną szczękę fantom starości, siedzący smutny i pokorny „na rodzinnym przyjęciu”. Przejmujące to wiersze, w których opis degeneracji ciała – samotnego, przestającego „być sobą” staje się metaforą ludzkiego losu.

Pomimo tych naturalistycznych diagnoz, pomimo wiersza Litania bluźniercza gdzie: jak stary ziemniak z pełnego kosza//na ganek wypada hafciarka//i na dzień dobry odpowiada, że chce do piekła a w sklepiku obok//przyszłe autorki litanii bluźnierczych// kupują świeży chleb//dla swoich dzieci poetka obdarowuje nas poezją ufności wobec świata, poezją zdziwienia cudem stworzenia, czujności na jego urodę i skłonną do harmonijnego obcowania z nim, jak również pokory wobec języka jakim przemawia natura. Jakby wystraszona, że i ona kiedyś stanie w kolejce wśród „autorek litanii bluźnierstw”, na następnej stronie swojego tomiku przywołuje wiersz - modlitwę

 

ponad moją drogą

Twoja droga

ponad myślą moją

myśl Twoja

Dotknięta prawdą realną, konkretną, ujawnioną w Litanii bluźnierczej czuje potrzebę innego dotyku, wykraczającego poza doświadczenie egzystencjalne – dotyku transcendentalnego. Ponad moją drogą/ Twoja droga - to zupełnie inna kolejka. W stronę ciszy. Ciszy stamtąd. Ciszy, która jest głosem i zarazem milczeniem. Dotykiem, który jest pusty i zarazem wieczny.

 

Wojciech Kass

 

Janina Osewska: W stronę ciszy. Warszawa: wyd. TIKKUN, 2003. – 40 s. ISBN 83-85683-30-5

 
wstecz   dalej »