| CZAS BEZPOWROTNY I ŚWIATŁO |
|
CZAS BEZPOWROTNY I ŚWIATŁO w: Przegląd Augustowski nr 3 (133), s. 9, Augustów, 2006
CZAS BEZPOWROTNY I ŚWIATŁO
Z najnowszą książką Wojciecha Kassa spotkałam się w miejscu przepełnionym sztuką i ciszą. Dom Andrzeja Strumiłły, w którym cieszyłam się nowymi wierszami poety stoi pośród lasów, na wzgórzu, skąd rozpościera się widok na najpiękniejszą z rzek, Czarną Hańczę. Owego grudniowego dnia, jak cały dookolny krajobraz, rzekę obejmowało słońce. Malarz wybierał wtedy przeźrocza obrazujące proces twórczy powstawania obrazów do „Psalmów” w tłumaczeniu Czesława Miłosza, na organizowane przeze mnie spotkanie, a ja na ten czas dostałam do rąk dedykowany mu tomik Gwiazda Głóg. Przy płonącym kominku, z dwoma psami u stóp i zaciekawieniem, odkrywałam światy najnowszych poezji autora Przepływu cieni. To nie był przypadek, że książkę opowiadającą o tym, jak nie odejść z tego świata ogołoconym, o poszukiwaniu odpowiedzi na pytania o sens życia i pocieszenia w miłości i przyrodzie, czytałam w czasie poprzedzającym wieczór rozmyślań nad człowiekiem, o którym Andrzej Strumiłło pisze: „Stoi nagi i ślepy pomiędzy słońcem i księżycem, jak i one z magmy ognistej powstały”.
Wojciech Kass w swoich wierszach zachęca czytelnika do poszukiwań, do namysłu nad każdą odchodzącą chwilą. W wierszu Stopniowanie świtu doradza: Teraz stopniuj ten świt najwyżej jak potrafisz aby starczyło jego wierzchołka kiedy powieki zasypie nam ciemna góra w której kopałeś drogi stawiałeś szalunki i stemple w której żyłeś za pan brat z goryczą ociemniałych. Strofy Do sekretu z płatków i muszli, mówią o wewnętrznej walce, analizie stanu ducha”, aby za chwilę, jakby podążając za myślą A. De Melo – „Patrzysz na drzewo i widzisz cud – wtedy wreszcie zobaczyłeś drzewo”, prowadzą na drogę nadziei ukrytą w naturze, jej doskonałości, cudzie. A jednak te oczy które spod płatków i muszli wyrzuciła przystań wymykają się o świcie i gnają w leśne ogrody iglaste pasaże świerków perkusje liści osik i brzóz pejsy wierzb nad rzeką w kielichy, gniazda, korony. Wojciech Kass korzysta w pełni ze słownika natury. Choć często przywoływane w tomiku dzieciństwo spędził nad Bałtykiem, (a nie na Mazurach jak pisze Julian Kornhauser w dodatku książkowym Tygodnika Powszechnego nr 9/2006) oswoił i próbuje przyjąć również pejzaże i tajemnice, otaczającej leśniczówkę Pranie, puszczy i pobliskiego jeziora, tajemnice stworzenia. Chce „wyssać z tego krajobrazu/ cały metafizyczny szpik”. Jednak poetyckie powroty do dzieciństwa, do Sopotu są dla poety kołem ratunkowym na wzburzonych wodach życia. W wierszu O chłopcu z książką, który ukradł Sopot, Niech firanki w jej oknach spoczywają spokojnie, Siedząc w piątek na krawężniku, gdy pada śnieg wyraźnie słychać płacz za czasem bezpowrotnym, a może z jego powodu. „Tak widzi chłopca dorosły mężczyzna/ i płacze, i wyciąga na ratunek rękę”, mówi poeta. W przywoływaniu wątków biograficznych jest wielka siła wierszy Wojciecha Kassa. Jest prawda, która poświadcza wypowiadane w nich ponadczasowe przesłania: bo kto zaniechał podróży do swoich narodzin kto przestał wysyłać samoloty z papieru jak listy ku swoim zmarłym nie obetrze łez z twarzy jak dziecko i jak starzec nie zatańczy (Przed ozdabianiem drzewka) albo w wierszach skierowanych do synów Mówię mu: droga do skarbu prowadzi przez cnoty (Gramy w bierki) (…) obojętnie jaki będzie wasz świat szukajcie szczodrych traw w nich budujcie szałasy nie wstydźcie się staromodnych ścieżek W ptasim śpiewie odnajdziecie ludzką mowę”(Napowietrzne huśtawki). Do żony i synów zwraca się autor w najpiękniejszych strofach, podobnie jak w Przepływie cieni, udowadniając czytelnikowi, że „pomiędzy brzuchem matki a grobem” najważniejsza jest miłość, której trzeba się uczyć. Bez niej człowiek odchodzi ogołocony, a myśl o śmierci zmienia się w „skałę co miażdży”. Podążając za rozmyślaniem Nicolas’a Bouvier’a o ostatecznym celu naszej ziemskiej podróży i drodze do niego można uznać, że niezależnie od wykonywanych czynności, zadań, funkcji i powołań twórczych „cel wszelkiej działalności to jednak nauczyć się czegoś (…) „więc jeśli człowiek weźmie rozpęd przed skokiem, to gdzieś wyląduje. Gdzie? Nie mam pojęcia. W jakiej postaci? Nie mam pojęcia. Czy jego indywidualne „ja” przetrwa ten skok? Nie mam pojęcia. Ale odnoszę wrażenie, że znaleźliśmy się na tej ziemi nie tylko po to, by mieć ciało, które się zużywa przez siedemdziesiąt lat, a następnie powiedzieć do widzenia”. Poeta Wojciech Kass wziął ów rozpęd. W ciągu sześciu lat ogłosił pięć tomów poezji i dwie książki prozatorskie. Dom poety znajduje się pośród wilgotnych, ciemnych lasów, których wielkie drzewa zacieniają okna pokoi. Mimo to jest tam jasno. Światłem które pokonuje wszelkie cienie i mury nawet wówczas, gdy jak pisze poeta siedzę na werandzie z kieliszkiem w ręku i packą na muchy w pogotowiu mury przychodzą po mnie jest jego żona, która dzieli się z poetą ofiarowanym czasem. Obecni w wierszach koledzy po piórze, z którymi podobnie jak we wcześniejszym tomie toczy się dialog pomiędzy wersami Gwiazdy Głóg, zaświadczają o wyborze poetyckiej drogi „przeciw modzie – prostackim szwom w strojach/ prymitywnym słowom i dźwiękom w piosence/ do których młodsi od nas nazbyt się przywiązują”. Książka Wojciecha Kassa jest poetycką opowieścią, za przyczyną której nasuwają się pytania o przemijanie, o człowieka wobec Pana i wobec drugiego człowieka, wobec świata oraz pytania o siebie. „Panie, cóż jest człowiek, że na niego baczysz i syn człowieczy, że myślisz o nim?”(Ps. 144.3)
Janina Osewska
Wojciech Kass, Gwiazda Głóg, Wydawnictwo Iskry, 2005 |
| dalej » |
|---|