DROGA DO SIEBIE

DROGA DO SIEBIE

w: Przegląd Augustowski, nr 2(132), s. 9, Augustów. 2006

 

 

 

 

Droga do siebie

W miejscowości Greve in Chianti, niedaleko Florencji, w maleńkiej księgarni pod arkadami, nazywanej zdrobniałym la formicola od słowa formica – mrówka, można znaleźć liczne książki o Toskanii w języku włoskim i w innych językach, które Tessa Capponi – Borawska w Dzienniku Toskańskim nazywa „twoc” – „Toskania w oczach cudzoziemców”. W tym roku do grona opisujących niepowtarzalność toskańskich krajobrazów, dzieł sztuki, architektury dołączył Marek Zagańczyk ogłaszając Drogę do Sieny. Książka wydana przez Fundację Zeszytów Literackich zawiera szkice nawiązujące do obrazów, w szerokim tego słowa znaczeniu, widzianych w pobliżach ulubionej przez autora doliny Orcii oraz do postaci najbardziej cenionych przez Marka Zagańczyka pisarzy – wędrowców, dzięki którym, jak pisze autor „...znajduję (...)innego siebie, jakąś cząstkę która tkwi we mnie, choć na co dzień nie daje znaku”. W książkach Nicolasa Bouviera, Naipaula, Brucea Chatwina, Vity Sakville – West, Jerzego Stępowskiego, Micińskiego, Erwina Axera, Tomasiego di Lampedusa odnajduje on intensywność doznań, radość z podróży, ale również świadomość kresu.

Wielokrotne powroty, w różnych porach roku, do krainy latem spalonej słońcem, wiosną ożywionej wilgocią, gdy „mgła spowija wzgórza, a słońce (...) tka mleczną zasłonę” i jesienią kiedy chmury gęstnieją zakrywając rozświetlone niebo, niosą ze sobą czas szczęścia i wewnętrznej wolności. One sprawiają, że „myśl wolna od zajęć krąży swobodnie. Świat wydaje się piękny, doskonały w każdym szczególe, stworzony dla nas”. Wśród pięknych wersów książki często można natknąć się na te szczególne dla autora momenty niemal dziecięcej radości, gdy nagle przychodzi olśnienie i w toskańskim krajobrazie, niczym we freskach Piero della Francesca, odnajduje on „znak dla siebie”. Przytaczając w jednym ze szkiców fragment wspomnień Iris Origo o lekcjach patrzenia i dostrzegania jakich udzielał jej Bernard Berenson, powiada: Ileż razy przekonywałem się, że nie umiem wniknąć w głąb podziwianego widoku, nie potrafię zatrzymać go w migawce zdania. I jakaż była moja radość kiedy w końcu dostrzegłem „oko ptaka”. Wielka to umiejętność umieć wyodrębnić sedno krajobrazu, dzieła sztuki, architektury, ale również dokonać wyboru cytatów z ważnych dla autora dzieł ulubionych pisarzy i poetów, które niczym drogowskazy prowadzą go po drodze do siebie. Ale to nie wszystko. Marek Zagańczyk integruje swoje wyodrębnienia w całość, która staje się przewodnikiem zwracającym uwagę na rzeczy z pozoru zwykłe, jak grudy ziemi, gra świateł, obłoków, kamienie, barwa pejzażu, cisza, smak wina. Pokazuje architekturę zacisznych, sennych miasteczek, zwraca uwagę na stare, nieznane malarstwo o wyjątkowej urodzie, doprowadzając czytelnika do stwierdzenia, iż zrozumiał co miał na myśli Stendhal mówiąc, że „z ogromnego bogactwa, jakie natura ukazuje ludzkim oczom, człowiek wyróżnia z czasem tylko te aspekty, które mają jakieś analogie z jego poszukiwaniem szczęścia”. Obcowanie z naturą, w której „jak w lustrze, przyglądają się dzieła sztuki” jest miłością autora. Jeden z kluczy do pojmowania krajobrazu jako źródła wiedzy o świecie i sobie odnalazł on między innymi w Ścieżkach śpiewu Bruce’a Chatwina, w których aborygeni wyśpiewując widoki opowiadają własną historię. Podobnie czyni autor przywołując w pierwszym szkicu nadbużańskie wspomnienia: „Najczęściej były to chwile szczęśliwe. Chciałbym do nich wrócić. Drzewa i rzeka są nadal te same, odchodzą tylko ludzie, co kiedyś byli tu ze mną. I ja jestem inny.” Zdarza się również w „Drodze do Sieny”, iż obrazy niczym w wywoływaczu wyłaniają się z pamięci autora za sprawą ulubionych lektur. „Dreszcz przebiega po plecach, gdy czytam opis śmierci księcia Saliny. Od dawna wydawał mi się doskonały, ale był jak dzieło sztuki, zimny nieuchwytny. Dzisiaj mówi o ludziach mi bliskich, wydobywa obrazy, o których najchętniej wolałbym zapomnieć.” Tutaj, w szkicu poświęconym Tomasiemu di Lampedusa, autorowi Lamparta, znajdujemy dowód, że siła oddziaływania słowa bywa różna, uwarunkowana czasem i doświadczeniami czytającego. Powroty autora do lektur jak i do ulubionej Toskanii są powrotami do życiodajnego źródła, z którego czerpie on garściami i dzieli się z czytelnikiem.

Tak więc, w toskański krajobraz Marka Zagańczyka można wchodzić przez kilka bram: bramę radości i smutku zrodzoną z trudu nauki patrzenia na świat i w siebie, bramę tęsknoty do wolności, która warunkuje szczęście, gdyż „bez odrobiny swobody, kiedy myśl i wzrok wędrują bez przeszkód, trudno mówić o szczęściu”, bramę uważności, za którą spowolniony bieg myśli sprawia, że słyszymy ciszę, widzimy detal, grę świateł, czujemy woń i smak. Wreszcie bramę intelektualnej rozkoszy w doborowym towarzystwie Herberta, Miłosza, Margisa, Stempowskiego, Chatwina, Karpińskiego, Hugo, Muratowa, Herlinga – Grudzińskiego, Iwaszkiewicza, Boccaccia, Frances Mayes, Stendhala, Baudelaire’a, Goethego, Bellowa.

 

Książki Marka Zagańczyka nie odkłada się na półkę. Ma ona ukrytą siłę. Jest jak zaczyn, dzięki któremu budzi się, ożywa i rośnie nieodparta chęć wyprawy w podróż myślową i rzeczywistą, o których mówi Paweł Hertz, ale również tę najtrudniejszą – podróż do siebie.

 

Janina Osewska

 
wstecz