ZIMOWA WYPRAWA DOOKOŁA JEZIORA STUDZIENICZNEGO

 

Marsz (…) jest narzędziem poznawania intelektualnego lub duchowego, zależnie czy umieści się poprzeczkę wysoko, czy trochę niżej. (…) W marszu jest jakiś rytm, krew szybciej krąży, dotleniając mózg; jest zmęczenie, bardzo powolne odkrywanie krajobrazów: mają one czas się zaprezentować. Tak, w rozmowie z francuską dziennikarką Irene Lichtenstein – Fall, mówi Nicolas Bouvier. Zapis tej fascynującej rozmowy o największej pasji życia jaką dla Bouviera było podróżowanie, można przeczytać w książce „Drogi i manowce”. Choć podróżowanie ze Szkolnym Klubem Turystycznym ”Włóczykij” nie wykracza poza granice ziemi augustowskiej, sejneńskiej i suwalskiej to jego istota jest wspólna dalekim podróżom Bovier’a.

ZIMOWA WYPRAWA DOOKOŁA JEZIORA STUDZIENICZNEGO

 

Choć zima w pełni i śnieg sięga kolan, po dłuższej przerwie wyruszamy w drogę. Zaplanowana wyprawa ma być długa i trudna. Zatem już w ogłoszeniu znajduje się adnotacja ”tylko dla bardzo sprawnych”. Spod szkoły na Lipowcu, w blisko 20 – kilometrową, pieszą wędrówkę, wyrusza nieliczna grupa. Wydawałoby się, że długi spacer przez ośnieżoną Puszczę Augustowską będzie nudny i monotonny. Nic bardziej mylnego. Wystarczy dobrze się rozglądać, uważnie słuchać i chcieć rozmawiać, a z pewnością spod czap sosen wydobędą się obrazy związane z historią, wyobraźnia utrwali przeszły świat w pamięci, a marcowe ptaki opowiedzą o swoich miłosnych zalotach. No więc w drogę.

 

LIPOWIEC

 

Ilekroć idziemy przez Lipowiec zawsze rzucają na nas urok drewniane domy zbudowane w latach 1922 – 1924. W jednym z nich mieścił się klub, a potem szkoła. Teraz, choć z zewnątrz budynek jeszcze cieszy oko, jego wnętrze niczym rak, trawi opuszczenie. Szkoda, że nie można przywrócić temu miejscu dawnej świetności. Pamiętam, że rodzice przywozili mnie tutaj aż z centrum miasta, na spotkania ze św. Mikołajem. To była wówczas największa sala ze sceną. A gdyby z pomocą środków unijnych wyremontować ten dom? A gdyby znowu zaczął on tętnić życiem? Gdyby…

Niedaleko byłego klubu, na ulicy Klubowej, w domu Haliny i Jerzego Rowińskich w latach 1980 – 1981 spędzał wakacje Zbigniew Herbert. Wielki poeta, kajakarz, żołnierz Armii Krajowej. Chodził na „Lisi Ogon”, pływał w pobliskim jeziorze Białym, które pamięta również obecność Napoleona. Zatrzymujemy się na rozwidleniu dróg. Tej prowadzącej wzdłuż jeziora do miejscowości Wojciech i szosy Augustów – Sejny. Szczęśliwie się złożyło, że tego dnia wędruje z nami pan Wojciech Batura, historyk, autor publikacji o „napoleońskim trakcie”. Zasłuchujemy się w jego opowieść o odwrocie wojsk napoleońskich spod Moskwy, o podróży Napoleona na nocleg w Augustowie.

W PUSZCZY

 

Przecinamy szosę i wchodzimy na urokliwą drogę, pospolicie nazywaną żwirówką prowadzącą do Sajenka. Wszędzie jest biało, jakby zima dopiero nastała i nie zamierzała odejść. Tę wersję można by przyjąć, gdyby nie śpiew ptaków. To one i zapach nabrzmiałych pąków wydobywają z nas, wędrowców tęsknotę za prawdziwą, seledynowo – słoneczną, a nie białą wiosną. Po drodze napotykamy robotników leśnych, którzy prowadzą wycinkę drzew. Wokół roznosi się specyficzny zapach umarłych drzew. Przed wsią Sajenek, należącą do granic terytorialnych miasta, skręcamy w lewo. Przed nami wędrówka do leśniczówki Czarny Bród. Idzie się ciężko, więc w napotkanym lasku brzozowym „ładujemy akumulatory” przytulając się do drzew. Niektórym udaje się usłyszeć jak w ich wnętrzu pulsuje życie, jak soki zaczynają krążyć aż po wiotkie gałązki, aż po pąki. Nim pękną pierwsze, dobrze jest puścić z brzozy sok, jaskołę inaczej oskołę. Pewnej wiosny przydomowa brzoza obdarowała nas tak obficie, że nadmiar soku kisiłam na letnie upały. Wspaniały to napój. Świeży, pity natychmiast po spuszczeniu z drzewa ma w sobie jeszcze zimowy chłód, a kiszony przetrzymywany w zimnej piwnicy wspaniale gasi pragnienie.

W GOŚCINIE U LEŚNIKA

 

W pobliżu leśniczówki Czarny Bród radośnie witają nas psy i zapach ogniska. Pieczemy nad nim kiełbaski, popijamy gorącą herbatę, a w tym czasie pan Adam Korzeniecki przygotowuje eksponaty do wykładu o zwierzętach z Puszczy Augustowskiej. Opowiada o dzikach, sarnach, jeleniach, łosiach, zającach i ich kłopotach z przetrwaniem, kiedy zima jest długa i śnieżna jak w tym roku. Szczególnie ciężko jest dzikom, które już wkrótce będą miały potomstwo. Jak je wychować, kiedy pożywienie przykrywa gruba warstwa śniegu? Pan Adam opowiada o Maćku i Ewelinie, dwóch dzikach, które wychowywał od „niemowlęcia”. Kiedy je przywieziono tuż przed świętami Bożego Narodzenia, nie potrafiły nawet ssać smoczka. Ileż zabiegów trzeba było poczynić, aby dziczki wyrosły i były samodzielne. Potem często można było zobaczyć je przy drodze z Sajenka do Studzienicznej i z bliska sfotografować. Nie bały się ludzi i pewnie dlatego zginęły od kul kłusowników. Leśnik pokazuje nam poroża, opowiada jak się kształtują i kiedy zwierzyna je gubi. Ta ciekawa lekcja kończy się konkursem. Nagroda, oręż dzika, przypada Kubie Giedo. Od jeziora Studzienicznego zaczyna wiać. Robi się zimno, więc musimy ruszać w dalszą drogę, do śluzy Swoboda.

 

 

SWOBODA

 

Towarzyszą nam psy z leśniczówki Czarny Bród. Zastanawiamy się czy potrafią wrócić do domu, namawiamy, odpędzamy. Bez skutku. Z daleka widać już nitkę dymu znad ogniska, które dla nas rozpalił pan Andrzej Norkowski, strażnik śluzy Swoboda. Mamy tutaj posiłek, odpoczynek i rozmowę o śluzie. Pytania dzieci są nietypowe. Ile metrów sześciennych wody mieści się w komorze śluzy? A ile wypuszcza się jej przy śluzowaniu? Aby udzielić na nie odpowiedzi, trzeba było wykazać się umiejętnością biegłego liczenia w pamięci. Drogę wzdłuż brzegu jeziora będziecie mieli dobrą, przegarniętą – mówi śluzowy. Cieszymy się, bo w plecakach niesiemy pokarm dla zwierzyny, więc łatwiej będzie iść. Wędrujemy. Ciszę nagle przerywa okrzyk zachwytu. Dwie sarenki przebiegły drogę. Posilały się sianem z przydrożnego karmnika. Dokładamy tutaj swoje ziemniaki, marchewki, jabłka. Może uratujemy choć jedno zwierzęce życie?

PRZEWIĘŹ

 

Wyprawę kończymy przed zaplanowanym czasem. Znowu wypełnia nas radość i pewność, że w marszu jest jakiś rytm, krew szybciej krąży, dotleniając mózg; jest zmęczenie, bardzo powolne odkrywanie krajobrazów: mają one czas się zaprezentować. Odkryte krajobrazy pozostaną w nas na długo. Może na zawsze?

 

Tekst: Janina Osewska

Zdjęcia: Irena Batura, Wojciech Batura, Janina Osewska

 
dalej »