WYPRAWA NA GRZĘDY

 

Szkolny Klub Turystyczny „Włóczykij” wędruje zima, wiosną i jesienią. Nieraz, na przekór utartym zwyczajom, wybierając nietypowy czas włóczęgi. Tak było również w przypadku odwiedzin uroczyska Grzędy położonego w Biebrzańskim Parku Narodowym. Wiosną jest tutaj tłoczno od turystów, badaczy, fotografów, rowerzystów. W październiku zaś jest pusto zarówno na szlakach jak i w uroczej leśniczówce. Magią tego miejsca jest różnorodność. Rozległe torfowiska, fragmenty pięknych borów i lasów mieszanych, ciągnące się pasmami wydmy. To dzięki tym ostatnim, przypominającym grzędy, wyniesionym ponad poziom okalających je torfowisk wzięła się nazwa uroczyska.

 

WYPRAWA NA GRZĘDY

 

Wyruszyliśmy w sobotę, 14 października 2007 r. przy dobrze zapowiadającej się pogodzie przez Rajgród, Tamę, Woźnawieś na Grzędy. Tutaj zamierzaliśmy spędzić dwa dni. Po zakwaterowaniu w leśniczówce wyruszyliśmy na Czerwone Bagno, jeden z najstarszych i bardziej znanych obszarów ochrony ścisłej w Polsce. Na trasie zatrzymywaliśmy się wielokrotnie. Wszystko wokół stawało się ważne.

 

 

TROCHĘ HISTORII

 

Pomnik upamiętniający walki partyzanckie AK na Grzędach przypomniał nam niedawne spotkanie na Kozim Rynku, podczas którego świętowaliśmy i czciliśmy pamięć tamtych czasów wraz z żołnierzami AK z Augustowa i Suwałk. Wiele miejsc, na szlakach turystycznych Grzęd, jest naznaczonych piętnem walk narodowo – wyzwoleńczych. W okresie międzywojennym na Grzędach było 40 gospodarstw i około 200 mieszkańców. Podczas drugiej wojny światowej, w roku 1943, Niemcy spalili domy i rozstrzelali 36 mieszkańców podejrzanych o współpracę z partyzantami. Pogrzebano ich na Solistowskiej Górze, na którą wybierzemy się następnego dnia. Zatrzymujemy się na chwilę przy obelisku upamiętniającym m.in. pacyfikację wsi oraz największą bitwę partyzancką AK na terenie Białostocczyzny odbytą 8 września 1944 roku w ramach akcji Burza, kiedy w nierównej walce stanęło kilkuset żołnierzy 9 Pułku Strzelców Konnych przeciw 10 – tysięcznej niemieckiej dywizji piechoty. Miejsce to poświęcone jest również leśnikom wywiezionym na Syberię i pamięci legendarnego pułkownika Powstania Styczniowego (1863 r.), Konstantego Ramotowskiego Wawra, który wraz z podlegającym mu oddziałem walczył na Grzędach. Tutaj, w kilku zdaniach przywołujemy przeszłość, kojarzymy odległe miejsca walk partyzanckich, Powstania Styczniowego, „dotykamy” ich i zapamiętujemy.

 

DOBRY UCZYNEK I CHORE ZWIERZĘTA

 

Dalej droga biegnie przez ols o kępkowo – dolinkowej budowie dna. Ale jak tu patrzeć w dół, kiedy u góry istny taniec spadających liści. Jesień w pełnej krasie obdarza ziemię nie tylko barwnymi liśćmi. Z dębów sypią się żołędzie. Doskonała karma na zimę dla dzików. Przyłączamy się do zbieraczy żołędzi i w mgnieniu oka oddajemy im pełne wiaderko. Planujemy, że w przyszłym roku przyjedziemy tutaj i nazbieramy całe worki smakołyków dla dzików. Po drugiej stronie drogi jest Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt, który umożliwia opiekę nad rannymi czy chorymi zwierzętami. Po okresie rekonwalescencji i usamodzielnienia wypuszczane są one na wolność. Te, które ze względu na kalectwo czy zbytnie oswojenie nie poradzą sobie, pozostają. Mieliśmy szczęście. Pod ogrodzenie przyszedł dzik, a w oddali dwa łoszaki zaprezentowały swój szyk. Przez lornetkę można było dokonać dokładnej obserwacji, a wszechobecne telefony komórkowe zamienić w kamery i aparaty fotograficzne. Jak się nam czasy zmieniają! Ale czy na dobre?

 

KUŹNIA I CZERWONE BAGNO

 

Droga na Czerwone Bagno staje się teraz bardziej pagórkowata. Teren porastają na zmianę to grąd to bór mieszany. W dolinkach bór bagienny. Jesień dodaje uroku licznym gatunkom drzew: świerkom, sosnom, dębom, jesionom, olszom, które wespół malują niepowtarzalny pejzaż, aż do Uroczyska Nowy Świat. W odległości 4, 5 km od leśniczówki, nim skręcimy na kładkę prowadzącą na platformę widokową, zatrzymujemy się pod „świętą sosną”. Jest to wiekowa, uschnięta sosna z zawieszona kapliczką. Pomiędzy pęknięciami nagiej sosny zauważamy świerkowe szyszki, a pod sosną egzemplarze uszkodzone. Okazuje się, że madre dzięcioły umieszczają je w szczelinach drzewa, wybierają z nich nasiona, a następnie zrzucają szyszkę na ziemię. Takie miejsce nazywane jest kuźnią. Wokół rośnie dużo młodych świerków, co zaświadcza o naturalnym odnawianiu się gatunku. Maja tutaj swoje zasługi również dziki, które poszukując pokarmu (pędraków, kłaczy i larw) rozgrzebują ściółkę i spulchniają podłoże. Idealne warunki dla kiełkowania nasion drzew.

 

KŁADKA JAK LODOWISKO

Od pierwszego spojrzenia na kładkę prowadzącą na platformę z widokiem na Czerwone Bagno, jesteśmy pewni, że wilgotny dywan z liści nie ułatwi nam spaceru. Mimo, że deski mają specjalne nacięcia musimy uważać. Jest ślisko jak na lodowisku. Po obu jej stronach rośnie bór bagienny przechodzący w wilgotny. Rośnie tutaj borówka bagienna, inaczej łochynia nazywana również „pijanicą” i bagno zwyczajne, któremu borówka zawdzięcza ostatnią nazwę. Króluje tutaj sosna, a jej podaną jest brzoza omszona. Trzeba dotknąć liści, a wówczas z łatwością znajdziemy różnicę pomiędzy nią i brzozą brodawkowatą. Liście i pędy pierwszej mają delikatne włoski. Więc dotykajmy!

Docieramy na miejsce z którego rozciąga się widok na rozległe, nieprzebyte mokradła i lasy „Czerwonych Bagien”, naturalną ostoję łosia i miejsce wylęgu licznych gatunków ptaków drapieżnych. Obok łosia występuje tutaj jeleń, dzik, sarna, wilk, lis, jenot, wydra, borsuk, a wśród roślinności chronionej m. in. rosiczka, tujowiec, obuwik, brzoza niska i wiele innych. Tutaj robimy przerwę na posiłek, ale jakieś uskrzydlone stworzenia podobne do kleszczy dręczą nas nieustannie, nie dają odpocząć i nasycić się widokiem złotych traw na tle oddalonego lasu, ciszą i przestrzenią nieskażoną urbanizacją. Dwa i pół tysiąca hektara cudu natury. Oby tylko nie przyszedł komuś do głowy pomysł wprowadzenia zmian w zakresie ochrony tego miejsca.

 

DRUGA I TRZECIA GRZĘDA

 

Do leśniczówki wracamy niebieskim szlakiem, prowadzącym wzniesieniami położonymi wzdłuż Czerwonego Bagna przez trzecią i drugą grzędą. Droga za sprawą wydm, jest lekko wyboista i kreta. Pod nogami jak na palecie malarza odnajdujemy wszystkie barwy jesieni. To zasługa kilku typów lasów, przez które wędrujemy. Mijamy ols, bór mieszany, bór bagienny, grąd. Zatrzymujemy się przy skupisku brzóz, do których tradycyjnie przytulamy się, aby naładować się pozytywną energią drzew. Emocje dzieci opadają. Słychać ciszę. Na trasie wędrówki napotykamy powalone drzewa. Dla uczestników mile widziane przeszkody. Dalej trasa wiedzie przez piękne lasy liściaste i mieszane. Jesienią szczególnie urocze. Po drodze zaciekawia nas wszystko: napotkane grzyby, owoce, kształty, rodzaje, kolory kory drzew i porastające je huby. Denerwują tylko natrętne „skrzydlaki”. Czepiają się najchętniej włosów, więc zakładamy na głowę, co kto ma i tak docieramy do leśniczówki. Po posiłku i odpoczynku dzieci rozgrywają mecz w piłkę nożną, a dorośli rozpalają ognisko. Tradycyjnie pieczemy kiełbaski i śpiewamy przy akompaniamencie gitary pani Małgosi Staszyńskiej, która wraz z mężem przyjechała na naszą prośbę z Augustowa.

 

SOLISTOWSKA GÓRA

Drugi dzień pobytu na Grzędach rozpoczynamy rano, kiedy niskie, jesienne słońce układa pomiędzy drzewami promienie na szarość ziemi i kolorowe liście. Cisza. Niedaleko leśniczówki (2, 5 km) skręcamy na Solistowską Górę, jedną z najpiękniejszych wydm. Na szlaku podziwiamy przepiękny starodrzew, pozostałość świetności puszczy. Choć do celu jest blisko, my idziemy długo. Każdy napotkany stary świerk czy kilkusetletni dąb staje się obiektem prób fotograficznych. Uczymy się fotografować drzewa, jak wykorzystać światło zastane, aby najlepiej oddać dostojeństwo i wiek drzew. Tu, w prześwitach najpiękniej „gra” światło. Więc nie żałujemy czasu na fotografowanie. Zafascynowani nie wsłuchujemy się w odgłosy. Przy odrobinie szczęścia moglibyśmy usłyszeć porykiwania jeleni oznajmiających swoje gody, czyli rykowisko.

Las nagle się kończy i piaszczysta droga prowadzi nas na wydmę. Jakby otworzyły się magiczne drzwi. Przestrzeń, droga, łąki z kapeluszami kań. Zatrzymujemy się przy mogile, wśród kęp brzóz i lip, upamiętniającej pacyfikację pojedynczych obejść wsi Grzędy w 1943 roku, i ruszamy w drogę. Przed nami wyprawa na Wilczą Górę.

 

UROCZYSKO DĘBY

 

Długa drogę urozmaicają nam dziwne odgłosy. Jedna z uczestniczek przypomina sobie je z komputerowej gry edukacyjnej. To zaloty łosi, mówi. Tuż za naszymi plecami. Mieliśmy nadzieję ujrzeć króla bagien w pełnej krasie, ale niestety nie dał się zwabić na wydawane przez nas głosy. Odpoczywamy na uroczej polanie z grupą starych, ponad dwustuletnich dębów. Trzem z nich w 2005 roku nadane zostały imiona osób, które w sposób szczególny zasłużyły się dla ochrony Czerwonego Bagna, Grzęd i doliny Biebrzy. Pierwszy to Adam, na cześć profesora Adama Pałczyńskiego. Drugi Henryk, upamiętniający profesora Henryka Okruszko i trzeci Zdzisław, poświęcony pamięci mgr inż. Zdzisława Kosteckiego. Naszą uwagę przykuł powalony, 180 – letni dąb. Obok znajduje się jego przekrój. Na poszczególnych słojach zaznaczono daty ważniejszych wydarzeń historycznych. Ciekawie połączono historię z życiem drzewa.

 

WILCZA GÓRA

 

Nazwa ta nie jest przypadkowa. Nietrudno tutaj natrafić odciśnięte w piasku wilcze tropy i inne ślady bytowania wilków. Idziemy drogą u podnóża wydmy ciągnącej się wzdłuż granicy z torfowiskiem. Jest ona wynikiem ostatniego zlodowacenia, które miało miejsce 10 000 lat temu. Z pozostawionych przez lądolód piasków rzeczno – lodowcowych przez zachodnie wiatry został uformowany ciąg wydm. Porasta je roślinność znosząca ubogie warunki życia na piaszczystym podłożu. Zatrzymujemy się na platformie widokowej, a następnie na wieży, z której rozciąga się przepiękny widok na Tchórze Grzędy, odległą o 6 km wieżę kościoła w Dolistowie Starym oraz dwie wieże kościoła w Goniądzu oddalone o 15 km. Smakowaniu krajobrazu sprzyja pogoda. Niebo pokryte pierzastymi obłokami dotyka horyzontu. Rozległa panorama to również zasługa człowieka. Poważnym problemem w Biebrzańskim Parku Narodowym jest zarastanie otwartych terenów bagiennych, tzw. sukcesja wtórna. Dlatego w ramach czynnej ochrony przyrody na przełomie 2003/2004 roku usunięto drzewa i krzewy oraz wykoszono łąki na obszarze 95 ha. W ten sposób przywrócono krajobraz, którym mogliśmy sycić oczy. Jednak obecność zwartych brzezin wyraźnie daje znać, że sukcesja postępuje. Jeszcze wędrujemy górą wydmy, jeszcze porównujemy to miejsce do nadmorskich wydm i już mamy zawracać, kiedy na naszej drodze pojawia się nieznany jegomość. Ma ok. 8 cm, czerwoną głowę, nogi i czerwono – czarny róg na końcu ciała. Wyciągamy aparaty i urządzamy mu sesję fotograficzną. Później okazuje się, że jest to zmrocznik wilczomleczek, który przez cały dzień przebywa na roślinie żywicielskiej, wilczomleczu sosnce. Gąsienica gromadzi w swym ciele trujące substancje wilczomlecza. Jej jaskrawy ubiór stanowi ostrzeżenie dla ewentualnych wrogów. Gąsienica przepoczwarza się w wierzchniej warstwie gleby w chronionego motyla, który przylatuje do nas znad Morza Śródziemnego.

 

JAK BYŁO?

Na parking wracamy trochę zmęczeni. Pod „grzybkiem” podejmujemy próbę podsumowania dwudniowej wyprawy. Tylko „latające kleszcze” przeszkadzały nam pierwszego dnia wyprawy, mówią moi podopieczni, poza tym można tylko się cieszyć.

Tak, można się cieszyć. Nie tylko wspólnym przebywaniem w urokliwym miejscu, ale odkrywaniem, poznawaniem przez doświadczanie, zabawą i nauką, ale nade wszystko faktem, że są młodzi ludzie, dla których ważniejszy od przebywania na ulicy jest opisany powyżej sposób spędzania wolnego czasu.

 

Tekst i zdjęcia: Janina Osewska

 
wstecz   dalej »