|
OD STAROOBRZĘDOWCÓW DO RZECZPOSPOLITEJ SZTABIŃSKIEJ
Wyprawę rozpoczęliśmy sobotnim rankiem. Z Augustowa dojechaliśmy autobusem PKS do wsi Bór, skąd przeszliśmy do Gabowych Grądów, aby obejrzeć drewnianą molennę, świątynię wyznawców starego obrządku prawosławnego odbudowaną po II wojnie światowej na wzór zniszczonej w trakcie działań wojennych. Obie wspomniane wsie zamieszkuje ludność pochodzenia rosyjskiego osiadła tutaj w 1867 roku – staroobrzędowcy. Oglądamy też pomnik poświęcony pamięci ofiar dramatu z 1943 roku, kiedy to Niemcy wywieźli miejscową ludność na roboty przymusowe, a wieś spalili. Na Suwalszczyźnie zwolennicy starego porządku zjawili się oni znacznie wcześniej, bo w latach 80. XVIII wieku. Uciekając przed represjami władz carskich, narzucających społeczeństwu cerkiew oficjalną, zasiedlili tereny w pobliżu Sejn i Suwałk. Odmówili wówczas przyjęcia reform patriarchy Nikona .
Wędrując poprzez Bór dostrzegamy resztki starych zabudowań gospodarskich z żurawiem w tle. Dzieci doskonale wiedzą, jakie było jego przeznaczenie i z zapałem opowiadają, gdzie jeszcze znajdują się studnie z żurawiem i podobne, do tych oglądanych, domy. Drewniana zabudowa obu wiosek, co prawda z czasów powojennych, nawiązuje do starej sztuki budownictwa, z której słynęli staroobrzędowcy. Podobne zabudowy spotkać można na Suwalszczyźnie, w Wodziłkach, Sztabinkach, Gremzdach, Pogorzelcu. Małe, drewniane domki bez okien, na trasie naszej wyprawy, niektórym dzieciom kojarzą się ze współczesną sauną. To łaźnie parowe do suchej kąpieli w wysokiej temperaturze, tzw. bajnie, w których używano witek brzozowych do biczowania ciała. Staroobrzędowcy byli znani z dbałości o higienę. Wieś Bór zagłębia się w las.
Podążamy traktem. Zachęceni zapachem pleśni rozglądamy się w poszukiwaniu grzybów, lecz bez powodzenia. Znajdujemy tylko piękne, czerwone, nakrapiane muchomory. Te z dziecięcych rysunków i podręczników dla pierwszaków. Przechodzimy niedaleko jeziora Kolno, które od 1960 roku jest rezerwatem przyrody, lecz nie skręcamy w jego kierunku, gdyż dojść tam można tylko od strony wsi Rzepiski. Mimo to opowiadamy uczniom o tym ciekawym miejscu i planujemy następną wycieczkę. Po drodze naszą uwagę zwraca las chrobotkowy. Szare brody mchu dzieci zabierają do swoich zielników. Bacznie rozglądają się one wokół i wsłuchują w odgłosy przyrody. Odkryte po drodze tropy zwierząt prowadzą do zażartej dyskusji, w rezultacie której przyjmujemy wersję, że przechodził tędy łoś oraz lis. Nie mamy wątpliwości co do odgłosu dochodzącego z pobliskiego drzewa. To barwny dzięcioł wystukuje rytmy natury nie zważając na naszą obecność. Potem drogę przebiega nam sarna i wiewiórka. Taka oto żywa lekcja przyrody!
Przy zabudowaniach koloni wsi Huta, po zapoznaniu uczestników wyprawy z historią hutnictwa na tym terenie, poszukujemy szlaki hutniczej, szklanej i żeliwnej, pochodzącej z dawnych zakładów hrabiego Karola Brzostowskiego. Ciężkie torebki wypełnione, prawie dwustuletnią szlaką szklaną, w różnych odcieniach błękitu i zieleni, dają znać o sobie podczas dalszej wędrówki. Część znalezionych „skarbów”, jak planują zafascynowani poszukiwacze, zostanie wyeksponowana na szkolnej wystawie.
Pokazujemy uczniom miejsca, gdzie od lat 20. do 90. XIX w. mieściły się zakłady przemysłowe i domki robotników Rzeczpospolitej Sztabińskiej. Huta żelaza, huta szkła, magazyny, stolarnia, zakład produkujący maszyny rolnicze nabierają realnych kształtów. I gdyby nie pobliskie nowe domy, można by pomyśleć, że czas się cofnął. Dzisiaj żyją już tylko potomkowie robotników sprowadzanych tu z Saksonii i Prus, a po wspomnianych dobrach zostały resztki starej cegły w ziemi. Przy kolejnym odpoczynku, na skrzyżowaniu dróg, pod żeliwnym krzyżem snuje się historia:
Drogi
Na przecięciu dróg
odbijającym się w krzyżu jak w zwierciadle
stać długo nie można.
Odmierzam przestrzeń i czas
w czterech kierunkach.
Obok na zaoranej ziemi
czerwone kawałki cegieł znaczą miejsca hut
a w mieszkańcach żyją legendy.
Północny-zachód
Pod następnym krzyżem
Pan tej ziemi rozmawiał z diabłem!
Tak twierdził woźnica:
- chyba diabeł
bo kto by inny w nocy i pod krzyżem?
A rok był 1833
a pan wrócił był z emigracji.
Diabeł do spisku namawiał.
Pan się żachnął
- a może by miast odlewać w arsenale armaty
dać pracującym na roli maszyny?
Do słońca
w pyle drogi
błyszczy szaro-niebieska szlaka szklana.
A może to oczy Pana
przyglądają się niebu i miejscom po hutach?
Jakiego koloru miał oczy Karol hrabia Brzostowski?
Dalej droga biegła przez Komaszówkę, Twardy Róg,
bo Bór i Gabowe Grądy zasiedlili Rosjanie
po następnym powstaniu.
A w Obuchowiźnie cesarz Napoleon
miał się zatrzymać pod lipą!
Tej lipy już dawno nie ma ...
Ale czemu gnany obawą Bonaparte
miałby przystawać na bocznej drodze
w grudniowy dzień 1812 roku?
Północny wschód
Drogę pańską
jeszcze teraz mieszkańcy zwą grabską.
Pan zezwalał po niej jeździć zarządcom
hut i gospodarstwa,
dla szybkości ...
I szły tędy transporty
surowców i gotowych wyrobów.
Telegraf nad nią poprowadził
między dworem a zakładami
dla większej szybkości ...
Dziwiły się temu wynalazkowi ruiny
huty szkła Joachima Chreptowicza - dziadka Pana.
Włościanie
na swojej równolegle biegnącej drodze
mogli zatrzymywać się na pogawędki z sąsiadami
Pana nie denerwując
marnotrawieniem czasu.
Południowy zachód
Wozy węglarzy ciągnęły tędy nieustannie
- szkło i żelazo potrzebowały dużo węgla.
Padały stare drzewa w puszczy,
gdzie później powstało Sosnowo, Budziski ...
Na karczowiska przybywali smolarze.
Teraz pochylone płoty dumają nad minionym.
Czasem kot na nie wskoczy,
czasem zadrżą od przejeżdżającego samochodu.
Południowy wschód
Stary bór poszumem rozmawia z ptakami.
W Fiodorowiźnie droga zmienia kierunek na południowy.
Na łąkach, gdzie źródła bierze Jamina,
w Przechodkach i Żmojdaku
tyle jałowców!
Ludzie informują: tu dół po glejowniku.
Czy przewożono stare urządzenia z giserni w Janówku
do wielkiego pieca w Nowej Hucie?
Zamykam oczy i wsłuchuję się w dawne odgłosy
- turkot kół żeleźniaków na drodze
tłumi jednak piasek
i szmery nowszej historii ...
Pozostawiamy kierunek zachodni i południowy i idziemy dalej „drogą pańską” w stronę Cisowa, związaną też z historią czasów powstania styczniowego i II wojny światowej. Z ta okolicą los splótł historyczne postacie „Wawra” ( Konstantego Ramotowskiego) i „Hubala”(Henryka Dobrzańskiego). Obok miejsca, gdzie mieściła się stara huta Joachima Chreptowicza, dziadka hrabiego Karola Brzostowskiego, stoi teraz gościnna leśniczówka. Jej gospodarz, Jan Piekarski, przyjmuje nas ogniskiem i gorąca herbatą. Nieopodal na zaoranym teraz polu znajdujemy w ziemi szlakę szklaną, żużel i kawałki cegieł z dawnych kominów hutniczych.
Zachowana do dziś siedziba niezwykłego reformatora, Karola Brzostowskiego, to dwór z 1834 roku i oficyna w Cisowie. Cała posiadłość, usytuowana w pobliżu drogi z Białegostoku do Augustowa, jest obecnie własnością prywatną. Obejrzeliśmy ją tylko z daleka. Siedząc pod drzewami w starym parku dworskim próbowaliśmy przywołać atmosferę tamtych czasów.
Tekst i zdjęcia: Janina Osewska, Wiersz: Irena Batura
|